Nazwa to nie wszystko

Pojęcie ekologicznej żywności już od kilku lat jest dość modne i większość z nas na pytanie, czy woli jedzenie „eko” czy zwykłe, nafaszerowane chemicznymi konserwantami odpowie bez wahania – że „eko”. Co jednak robimy, żeby ekologiczne produkty spożywcze znalazły się na naszym stole? To proste, idziemy do sklepu i kupujemy serki, jajka, wędliny czy jabłka, których producent informuje, że są ekologiczne. Niestety, w ten sposób tylko dajemy się złapać w marketingową pułapkę, a jemy dokładnie to samo, co wszyscy. Różnica jest zauważalna najwyżej w nazwie albo etykiecie na opakowaniu.

Kłopot z oznaczeniami produktów spożywczych polega na tym, że niełatwo je zdefiniować, co już jest wprowadzaniem w błąd. Jeśli znajdziemy na sklepowej półce serek o nazwie „eko-serek” pomyślimy zapewne, że jest to produkt ekologiczny, co przecież w jasny sposób sugeruje nazwa. Producent może jednak stwierdzić, że jest to „tylko nazwa”, a my – z niewiadomych przyczyn – niewłaściwie ją interpretujemy. Podobnie wygląda sprawa dodatkowych informacji na opakowaniach. Czy „produkt eko” lub „ekol.” oznacza już, że mamy do czynienia z produktem ekologicznym? Niekoniecznie. Czy jest więc jakiś sposób na to, aby jednoznacznie stwierdzić, która żywność została stworzona zgodnie z wymogami ekologii?

Jedyną skuteczną metodą jest szukanie na opakowaniach informacji o certyfikacie. Żywność może być uznana za ekologiczną, gdy jeden z ośrodków certyfikujących sprawdzi dany produkt i wyda certyfikat. Dlatego powinniśmy szukać nie tylko ekologicznego oznaczenia, ale również nazwy jednostki certyfikującej. Gdy dane te znajdują się na opakowaniu, mamy do czynienia z prawdziwym produktem ekologicznym. Istnieją również unijne oznaczenia o podobnej wymowie. Mowa tu o znaku w kształcie liścia składającego się z unijnych gwiazdek na zielonym tle.

Recent Articles

Zostaw komentarz

© 2019 Żywność. Wszystkie prawa zastrzeżone.